GreenPeace:-)
Chociaż od samego początku przygody, jaką niewątpliwie jest pisanie wirtualnego dziennika, obiecywałem sobie, że nie będę zamęczał internautów, fanatycznie opisywanymi przez wielu blogerów, historiami dnia codziennego, które niczym filmy z cyklu „okruchy życia” – pasma skierowanego do gospodyń domowych – mają wzruszać do łez, a w rezultacie, śmieszą do rozpuku, niestety poległem, czując coraz częściej chęć, na przytoczenie małej anegdotki;-) Pozostaje mi wierzyć, że w momencie, w którym mój blog będzie bliski katastrofy, zwanej potocznie „pamiętnikiem”, ktoś życzliwy napisze mi mail’a z prośbą, o powrót do dawnej, dobrej formy. Wszystko przez wczorajszy, całkiem już wiosenny dzień i pierwsze prześwity marcowego słońca, które zachęciły mnie, do spaceru uliczkami starego miasta. W pewnym momencie, gdzieś pomiędzy mc donald’em, a sklepem z najpiękniejszymi w mieście, niebotycznie drogimi futrami, zaczepił mnie chłopak, na oko w moim wieku, ubrany na zielono, z wielką plakietką GreenPeace. Muszę przyznać, że chociaż sceptyczny, jednak nadal ufny względem obcych, po krótkiej rozmowie, rozumiejąc trudy zdobywania funduszy na cele statutowe fundacji, postanowiłem wypełnić formularz, upoważniający „zielonych” do co miesięcznego ściągania z mojego konta, kilku złotych, na ratowania dziewiczej natury. Po powrocie do domu, głodny wiedzy, niczym bohater reklamy wyklętej przez GreenPeace sieciówki, postanowiłem poszukać kilku informacji, dotyczących tej organizacji. Może wydać się Wam to dziwne, ale średnio zainteresowany byłem historią i skłóconymi założycielami, tejże grupy. Bardziej interesowały mnie opinie ludzi, dotyczące „oszołomów” i realne efekty pracy, wyżej wymienionych, „przywiązujących się do drzewa baranów”. O ile głos społeczeństwa na ich temat, nad wyraz uwidoczniłem już w poprzednim zdaniu, to cele, które „wojownicy tęczy” już osiągnęli, i do których dążą, bywają naprawdę imponujące. Długo mógłbym pisać o puszczy tropikalnej, zanieczyszczonych oceanach i sławnej za sprawą mediów Dolinie Rospudy. Tylko po co? Byłby to kolejny, nic nie znaczący bełkot, ze znużeniem przeczytany, jeszcze szybciej zapomniany. Jest jednak coś, co w GreenPeace urzekło mnie na tyle, że mimo wszelkich wątpliwości i idei, które nie zawsze idą w zgodzie z moimi przekonaniami, podtrzymam decyzję, o przynajmniej kilkumiesięcznym, finansowaniu ich działalności. Zapytacie pewnie co to takiego? Zabawne, nawet jak nie zapytacie, przecież i tak Wam powiem;-) Przeglądając wyszukane w google, filmy z archiwum GP, natrafiłem na plik, pokazujący śmierć foki, zabijanej uderzeniem w głowę, przez kłusownika, metalowym, tępo zakończonym kijem. Kadr, przedstawiający moment ataku mężczyzny na zwierzę, poprzedzało ujęcie, pyszczka foki, tak podobnego, do mordki Brendzia, kiedy ten błagalnie prosi, o nawet najmniejszy kąsek, ludzkiego jedzenia. Powstaje, więc pytanie, w czym Rudy i inne psiaki, są lepsze od fok, pingwinów, czy waleni i dlaczego w przeciwieństwie do nich zasługują na szacunek, opiekę i bezwzględną pomoc? No i z jakiej racji, błagalne spojrzenie Brendzia, najczęściej zwieńczone jest, po kryjomu podrzuconym mu pod łapy przysmakiem, a wzrok foki, nagrodzony jest tylko i wyłącznie, śmiertelnym ciosem, między oczy? Jako, że nie znam odpowiedzi na te pytania, przez najbliższe miesiące, będę wspierał nie tylko Vivę!, ale i GreenPeace.

FOCZKA ;P
Tagi: pies, greenpeace
wojtito 2010-03-03 23:41:17
skomentuj (3)
Mój pies, wdepnął w ludzką kupę...

banerek podpatrzony u vesny3city
Tagi: pies
wojtito 2010-02-25 08:19:14
skomentuj (15)
